Listy, czyli trochę prawdy, trochę fikcji

Boli. (Czekam na słońce)

Boli. Zabolało po raz pierwszy. Ostatnia kropla wczorajszego deszczu spłynęła w zapomnienie. Nie będzie już niczego. Odziałam się w szary kontur, stając się niewidzialna. Przynajmniej pytania pozostaną bez odpowiedzi, pozostawiając po sobie choć niewielką nutkę nadziei. Nikt nie musi wiedzieć, że ta już dawno umarła, bo śmierć nie jest końcem. Ona daje nowe możliwości, paradoksalnie, pozwala żyć.

Nadal żyję, a raczej trwam. Bez emocji. Bo to one są teraz moim największym wrogiem. Mimowolnie stawiam małe kroczki, nieśmiało wyciągając dłonie do tego, czego nie mogłam doświadczyć. Zanim wyjdzie słońce, skurczę się w sobie jeszcze wiele razy.

Zaliczanie kolejnych upadków, zbliża nas do czegoś wielkiego. Światło nie zawsze pada na naszą półkulę, dlatego, aby przetrwać, trzeba nauczyć się żyć w ciemnościach. Kiedyś, zjawi się ktoś, kto poda nam latarkę. A potem już nastanie jasność.

(23.03.2017)

Reklamy

Jedna myśl na temat “Boli. (Czekam na słońce)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s